Najnowsze notki

Miła odmiana

  • Napisane 20 Styczeń 2012 o 07:59

Przypomnij sobie wakacje nad Bałtykiem. Takie słoneczne, ale wietrzne wakacje. No i dodaj do tego dużo cieplejszą wodę w morzu i podgrzewaną wodę w basenie. No to właśnie takie mamy teraz wakacje :-) Biegamy sporo, choć takich plaż, jak nad Bałtykiem tu nie ma. Linia brzegowa jest uporządkowana tylko na wysokości hoteli, nasza zatoczka ma długość około 1,5 km i dalej już się nie da biegać, bo skały i nierówne podłoże. W zatoczce są trzy hotele, zamieszkałe głównie przez Niemców i Włochów i to ich spotykamy na ścieżce biegowej. Tak, mamy oznakowaną ścieżkę biegową, co prawda betonowa, ale codziennie rano zamiatana przez jakiegoś Ahmeda. Ścieżka ma długość 1500 m i można na niej zrobić nawet nasz 9-ciokilometrowy trening :-) Można i dłużej, można się też zmęczyć. Wczoraj jeden ze współbiegaczy naprawdę był zmęczony. Ciekawa obserwacja, na ogół inni turyści witają nas po niemiecku :-) i druga obserwacja: tu biegacze nie pozdrawiają się przez machnięcie łapki…dwie hipotezy – albo to nie są rasowi biegacze, albo to jest polski zwyczaj…kto mi odpowie na to zagadnienie?

Będą zdjęcia na ścieżce obsadzonej palmami, ale najpierw muszę bardziej cierpliwie podejść do leżenia na leżaku za parawanem :-) , czyli choć trochę się opalić :-)

A w lesie

  • Napisane 8 Styczeń 2012 o 15:14

A w lesie wiosna, Moi Drodzy. Wilgoć łagodnie pieści nozdrza, po porannym deszczu już ani śladu. Wyjrzało za to słońce, całkiem, całkiem to słoneczko, dawało po oczach, bo kto by tam brał specjalne okulary, jak rano tak lał deszcz. W lesie sporo biegaczy, spacerowiczów, kijanek i kijanków (nordic walking). Widać wszystkim, którzy akurat nie chorują podoba się ta pogoda. Według mistrza G. dziś miało być delikatne 6 km. Dzięki temu, że Piotrek znów biega, mogę Wam pisać relacje z lasu. Jak niektórzy pamiętają, jestem dziewczyna do tańca i do różańca, ale w lesie sama się gubię, więc wybieram mniejszy stres. Za to jak mogę, korzystam z okazji pobiegania z przewodnikiem. Zuzia jest dziś WOŚP ową wolontariuszką, więc byliśĶy w lesie tylko we dwoje. Powiem Wam, że bardzo tęskniłam, za tymi naszymi leśnymi trasami. Tęskniłam też za pogadaniem z  moim mężem w pięknych okolicznościach przyrody. Dlatego dziś było fantastycznie z trzech powodów: byliśmy razem, była wiosna i … nasze terenowe adidasy znów dały się poznać z dobrej strony w trudnym terenie. Bywało ślisko, grząsko, bagniście, ale bez poślizgów bocznych, bardzo komfortowo :-)

Zima nie zima

  • Napisane 4 Styczeń 2012 o 12:47

Dziś wracając z mojego rozruchu zastanawiałam się czy zima to czy nie zima. W zeszłym roku o tej porze pogoda nie sprzyjała biegaczom, na chodnikach leżał zamarznięty śnieg, a w lesie brnęło się po kolana w puchu, który pojawiał się na świeżo prawie każdej nocy. W tym roku…nie sprawdza się nawet reklama pewnej sieci komórkowej, bo śmiało można realizować swoje noworoczne postanowienia :-)

Biegnę więc sobie i myślę, że okoliczności sprzyjają mojemu przygotowaniu i, że życie jest piękne, bo za dwa tygodnie o tej porze odbędę trening w krótkich spodenkach z wiatrem we włosach na żwirkowej plaży, i, że jak mnie ktoś pyta co u mnie słychać, to od jakiegoś czasu odpowiadam: „Lepiej niż dobrze”

A jeśli chodzi o pogodowe anomalie, to bywało już tak, że zima zaczynała się w lutym, ale wtedy nawet w kwietniu padał śnieg :-/ bywało też tak, dokładnie 14 lat temu, kiedy urodziła się Zuzia, że ostatni śnieg spadł 2 lutego, a potem już nic…i mały Michałek jeździł na rowerku w połowie lutego w wiosennej kurtce. Jak dla mnie, może być taka włoska zima aż do wiosny.

My tu gadu gadu, a być może ktoś właśnie podejmuje decyzję o przebiegnięciu półmaratonu. Może debiut? Może z nami – ze mną i Zuzią? Zapraszamy :-) www.polmaratonwarszawski.pl

No to zaczęło się

  • Napisane 1 Styczeń 2012 o 20:56

Przed chwilą przeczytałam wpis Ani http://aniabiega.blox.pl/2012/01/2012-Bardzo-dlugie-wybieganie.html i pomyślałam, e…chyba nie mam o czym pisać, przy takich kilomatrażach? Ale chwilę później uświadomiłam sobie, że to po prostu inna liga i zamiast wpędzać się w stany typu: ja nic nie robię, a ona wszystko zapragnęłam podzielić się z Wami moją dzisiejszą radością.

Zaczęliśmy przygotowania do półmaratonu…dobrze czytacie…liśmy a nie łyśmy.

Wierni mojemu blogowi od zamierzchłych czasów wiedzą, że moja przygoda z bieganiem to także spora dawka miłości małżeńskiej odnalezionej po latach. Najpierw było samotne bieganie Piotrka, potem wspólne odkrywanie 5, 10, 21, 42…a potem przerwa i samotne bieganie Izy, potem dołączyła Zuzia…dziś dołączył Piotrek :-)

Mamy przed sobą 3 miesiące przygotowania, przede wszystkim Zuzi, choć Piotrek traktuje siebie surowo i pasuje mu to dostosowanie tempa do najmłodszej. Na warsztat poszedł znów Galloway, najmniej inwazyjna metoda oswojenia się z dystansem. Dziś więc spokojniutko, jak na Nowy Rok przystało tylko 4 km…wspólnie, we trójkę…i będzie to częsty widok, bo każdoniedzielny w naszej okolicy: mama, tata i córka równa z mamą – to my trójka Antosów przygotowująca się do Półmaratonu Warszawskiego. Tata honorowo, bo podobno tylko będzie ustawia trasę, choć kto wie?

Jeśli czytając ten wpis zaroiła się w Twojej głowie myśl, że skoro młodzież może to ja też… to polecam program przygotowujący ze strony

Trening Gallowaya i do zobaczenia na starcie w marcu :-)

Noworoczne postanowienia

  • Napisane 31 Grudzień 2011 o 19:10

Za kilka godzin pożegnamy 2011. To nie był mocny biegowo rok, ale był maraton, spontanicznie podjęta decyzja i plan doprowadzony do końca. Jaki będzie 2012? Taki, jaki zaplanujesz…

Najlepszym sposobem przewidzenia przyszłości jest jej zaplanowanie :-) a i tak liczy się tylko tu i teraz…bo przeszłość już była, a przyszłości nikt nie zna :-)

W ramach mojego tu i teraz zabieram się za przygotowania na domówkę u Asi i Doświadczonego Piotra…będą tematy biegowe, na pewno. A jutro nasze pierwsze 4 km, które przybliżą nas do gallowayowego półmaraotonu – mnie i Zuzię :-)

Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę, by w Nowym Roku Wasze marzenia stawały się rzeczywistością i, żeby otaczali Was sami życzliwi ludzie.

Święta, Święta

  • Napisane 23 Grudzień 2011 o 21:34

Wszystkim zaglądającym do mnie życzę udanych Świąt…niech będzie dobre jedzenie i dobre bieganie, niech będzie czas na Boga i Rodzinę…niech to będzie kilka dni na wyhamowanie i zebranie sił.

 

Dla Was nasza całkowicie naturalna choinka… za dwa tygodnie wraca do ogródka :-)

Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania

  • Napisane 18 Grudzień 2011 o 21:32

To powiedzenie Norwegów bardzo sprawdza się w sytuacji biegacza w Polsce. Na jednym z filmików Wojtka Staszewskiego usłyszałam, że trening w deszczu różni się tym od treningu podczas ładnej pogody, że po tym pierwszym wszystkie ciuchy bez wyjątku idą do prania.

Miałam mieszane uczucia rozpakowując moje nowe różowe coś z za długimi rękawami i mocno długie w ogóle. Techniczna koszulka, a właściwie podkoszulka wydawała mi się zbyt cienka, by sprostać moim szczególnym wymaganiom termicznym podczas późnojesiennych wybiegań. Kocham ciepło, nie upał, ale ciepło i najbardziej komfortowo biega mi się we wrześniu i w kwietniu :-)

 

Cóż, pierwsze zaskoczenie – cienkie może być ciepłe. Drugie zaskoczenie – nie wszystko co za długie – przeszkadza. Koszulka jest wyjątkowo długa, ale cienka, więc wchodzi pod spód kiedy trzeba, a jak ktoś woli może robić za biegową tuniczkę :-) Rękawki z powodzeniem zastępują rękawiczki, przynajmniej do tej pory na razie nie biegałam na mrozie. Rękawki mają dziurki na kciuki, znacie to rozwiązanie, w świecie biegowym i nie tylko – sprawdza się. Cóż jeszcze napisać o tym pięknym cacku? Błyskawicznie schnie po praniu, fantastycznie odciąga wilgoć od pleców podczas treningu. Normalnie jestem pod wrażeniem stosunku cienkości tkaniny do jej walorów. Bardzo szybko się dogrzewa, co w połączeniu z pancernym stanikiem, w którym biegam już od dawna daje przyjemną zachętę do wyjść późnojesiennych. Komfort cieplny mam już po 5 -ciu minutach od wyjścia z domu, to dotychczasowy rekord :-)

 

Zostałam wyposażona jeszcze w coś do kompletu. To coś jest równie zastanawiająco cienkie jak na ubranie jesienno-zimowe.  Ok przyznam się, że na nogach miałam do tej pory tylko różne wersje kalenji, więc pewnie to kiepskie porównanie. Getry są w kolorach kolekcji którą zaczęłam testować od butów, czyli czarne z różowymi – paskami – a jakże. Wychodzę z domu w bardzo wietrzny dzień, czyli na przykład dzisiaj i…czuję na udach ten wiatr…ale niezbyt długo. Moje nowe biegowe legginsy, podobnie jak różowa koszulka dogrzewają się w przeciągu 5-ciu minut. Są bardzo fajne przylegające, wentylowane pod kolanami i mają neonową tasiemkę w pasie do zawiązania. Na razie nie biegałam w nich poniżej zera, ale wypróbowałam je już kilka razy na wietrze i w deszczu. Są ok. Mają jedną wadę – zauważcie piszę też o wadzie!!!! Jeśli lubisz biegać w legginsach tylko na bieliznę, bez wkładania koszulki w środek, od razu wytnij metkę z napisem response, oszczędzisz sobie otarcia naskórka w miejscu, gdzie plecy zaczynają tracić swą szlachetną nazwę.

Opisywane wyglądają tak:

Któregoś dnia dostałam maila od Wojtka, który teraz z ramienia agencji opiekuje się testerką Izą :-) …żeby Ci nie było zimno biegać, wysyłamy kurtkę. Kurier przywiózł małe, lekkie zawiniątko, nie zapowiadało to zimowej kurtki biegowej, raczej coś bardzo wiosennego. Cieniutka, miękka, na podszewce z siatki, z odpinanymi rękawami, bogato wietrzona…cóż i tak się w niej przebiegnę. Ma zatrzymywać wiatr, właśnie porządnie wiało. Wymarzony dzień na test kurtki wiatrówki. Wychodzę przed dom, gdzie zwykle zimowy trening zaczynam myślą: Ale rześko Szok A tu nic…widzę, że wieje – po drzewach, czuję, że wieje, po udach i dłoniach, ale, tam gdzie kurtka okrywa me wątłe ciało biegaczki nic, kompletnie nic. Szok. No dobra, myślę sobie, już takie kurtki bywały – żeby nie było mam w kolekcji różne, także firm konkurujących z firmą na A. te co tak niby wiatroszczelne były też mocno pototwórcze. Ubrałam się zbyt ciepło, wiem, ale na potrzeby testu tak było trzeba. Rozgrzałam się wcześniej niż zwykle i czekałam co będzie dalej. Nic. Ciepło się rozpływało gdzieś poza moimi plecami, kurtka oddychała. Super…tylko te rękawy, pomyślałam. Rękawy mojej kurtki kończą się jakoś tak nijak, od wewnętrznej dłoni lekka gumka, od zewnętrznej wykrojony zbyt długi rękaw, w półkole sięgające paliczków dłoni. Ciekawe…jak to się zachowa w czasie treningu. dotychczas moje kurtki wyposażone były w paski na rzepy albo ścisłe gumki. Sprawdza się to rozwiązanie, ku mojemu zdziwieniu. Biegnąc można trzymać rękaw, albo swobodnie go puścić, fajnie trzyma się zbyt długich rękawków koszulki pod spodem, które wyglądając ożywiają cały strój…no właśnie…nie wiem czy Adiads ma inny kolor w ofercie, ale ja czarnego mam dość…a ta kurtka ma tylko jeden minus – jest czarna. No może jeszcze jeden malutki – nie da się bez szkody dla naszego treningu odpiąć rękawów i przerobić ją na kamizelkę podczas ruchu. Trzeba się zatrzymać, koniecznie. Jesli ktoś to umie zrobić, niech napisze jak to robi.

No to jeszcze zdjęcie…kurteczka wygląda tak:

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec informacja, która powoduje, że bieganie znów nabiera sensu. Otóż…razem z Zuzią biegniemy Półmaraton Warszawski. Zuzia dostała pozwolenie od trenera. Pobiegniemy Gallowayem i ruszamy z planem już po Świętach. Już się cieszę na nasze wspólne długie wybiegania. Ja jestem jednak zwierzę stadne. Dziś byłam w lesie razem z Piotrkiem, jak za dawnych czasów. Super.

Na pewno odezwę się przed świętami, zaglądajcie :-)

Motywacja, kluczem do wychodzenia z domu

  • Napisane 13 Grudzień 2011 o 19:36

Z wikipedii:

Motywacja – stan gotowości istoty rozumnej do podjęcia określonego działania, to wzbudzony potrzebą zespół procesów psychicznychfizjologicznych określający podłoże zachowań i ich zmian. To wewnętrzny stan człowieka mający wymiar atrybutowy.

Z życia Izy:

listopad i grudzień to momenty krytyczne w mojej biegowej motywacji. Za daleko do imprez, które są magnesem samym w sobie i już za daleko od imprez, które uskrzydliły w ciągu roku. Mroczno, czarno, wilgotno, chłodno przenikliwie do kości. Motywacji szukam więc wtedy w głębi siebie. Był taki sezon, że chodziłam wybiegać złość. Bieganie na wk…rwie było bardzo fajne wynikowo, wtedy padały rekordy treningów. Przez ostatni rok zrobiłam jednak mega postępy w opanowaniu moich emocji i tak naprawdę mało co jest mnie teraz w stanie zdenerwować. Nigdy nie biegałam dla figury, bo jednym Pan Bóg daje, a innym odejmuje. Moja figura nie zmienia się od biegania, zmieniła się od innych rzeczy, a bieganie, nawet bieganie przedmartońskie, nie sprawiło, by wrócić do 34.

W moich dywagacjach: biegać? Ale po co, skoro pada, wieje lub jest zimno pojawiają się wątki:

- żeby sobie pomyśleć

-żeby w spokoju posłuchać muzyki

-żeby zaplanować startegię mojego biznesu z przewietrzoną i dotlenioną głową

- żeby mieć o czym pisać na blogu

- żeby mieć odpowiedź twierdzącą na pytanie: – Biegasz?

- żeby przetestować nowe wdzianka od głównego motywatora zewnętrznego w tym sezonie :-)

Wychodzę więc w bardzo paskudne pogody, żeby sprawdzić odporność na wiatr, wilgoć, tempo nagrzewania mojego nie za grubego ciała i wiele innych ważnych aspektów ubrania sportowego. Dziś zdradzę tylko, że materiał badawczy zebrany i już wkrótce opiszę Wam moje subiektywne odczucia na temat leginsów, koszulki i wiatrówki Adidasa. Cała jestem czarno – różowa…wreszcie ubrana w kolekcję od stóp do szyi…trochę monochromatycznie, ale ujdzie i tak jest ciągle szaro albo ciemno.

Co Was motywuje do wyjścia z domu w grudniu bez śniegu w najkrótsze dni w roku? Piszcie, bo dawno nikt nie komentował :-(

AdiSTAR Salvation 3 test bardzo subiektywny

  • Napisane 23 Listopad 2011 o 00:34

Dotarły do mnie po maratonie, ale poznałam je przed startem, będąc w sklepie adidasa po koszulkę, różową oczywiście. Ja zajęłam się wyborem koszulki, a mój  mąż wyborem butów biegowych. Wówczas ekspedientka z dumą zaprezentowała mu owe buty, podkreślając, że bieżnik gumowy jest na licencji światowego producenta opon Continental. Wydawało mi się wtedy trochę to śmieszne, że głównym atutem moich butów ma być „jakość gumy” na podeszwie. Mój drugi maraton przebiegłam w Sequenceach, a mąż dokupił sobie bliźniaczą parę.

Test moich nowych butów zacznę po kobiecemu, od walorów estetycznych.

Jestem fanką stylistyki butów adidasa głównie z powodu umiarkowanej dzikości zestawień kolorystycznych oraz z uwagi na zachowanie stałości i konsekwencji przy kolejnych modelach. To są takie buty, że jak już je zabiegasz na śmierć, to śmiało możesz je jeszcze założyć na spacer po parku i nic, zero wstydu, a nawet słyszysz słowa podziwu :-)

Spójrzcie teraz na nie okiem estety, czyż nie są szalenie kobiece?

Czerń, która jest jeszcze bardziej czarna, bo w zestawieniu ze wściekłym różem, który użyty w umiarze, daje całości pikanterii i smaczku, tak jak odważny szal do nijakiej, szarej sukienki. Trzy paski nieodzowny element marki tym razem nie są połączone z dziurkami na sznurowadła, tak jak było w moich pierwszych ukochanych supernova, co wcale nie wpływa ujemnie na trzymanie nogi przez buta, ale o tym później. Elementy odblaskowe wyważone i skuteczne – dla mnie bardzo ważna sprawa bezpieczeństwa jest tu uwzględniona. Teraz estetyczny smaczek, tkane na różowo czarno sznurowadła zakończone są plastikową końcówką z napisem AdiSTAR. Majstersztyk, estetyczna wisienka na torcie. Aż sprawdziłam jak było na poprzednich modelach – nie było, nawet na sequenceach, które jako pierwszy model miały tkane sznurowadła w kolorach buta.

To teraz płynnie przejdę po sznurowadłach do funkcjonalności wiązania tych butów. Wiecie jak jest, sznurowadła się rozwiązują, poluzowują i różne takie. Dajemy im mocno w kość i może dlatego? Mam miłe doświadczenia z ostatnią edycją sznurowadeł adidasa, te kolorowo tkane, czyli w sequenceach i salvation bardziej stawiają opór materii. Trudniej się je przesuwa w dziurkach, ale trzymają mocniej i trwalej. To plus dla mnie, bo mam wąskie stopy i nie wszystkie modele mogę dopasować do swoich potrzeb. Ponieważ oba modele sequence i salvation trafiły do mnie w podobnym czasie, więc siłą rzeczy niektóre z moich obserwacji będą porównaniem tych dwóch modeli. Kto się uważnie wczyta będzie mógł wybrać ten odpowiedniejszy dla siebie. W tym wypadku, oba modele wiążą się skutecznie i trwale, duży plus.

Skoro już wiążę te moje cudne butki, to jeszcze mała dygresja na temat adidasowych 3 pasków. Mam ogromny sentyment do tej marki z jednego, jakże ważnego powodu…pierwszym luksusowym i niezwykle wygodnym butem biegowym w moim życiu były adidasy supernowa 3. Były super wygodne, wąskie i złamałam w nich pierwszy raz w życiu godzinę na dychę…i pobiegłam w nowiutkich, dzień po zakupie!!! Największym ich atutem w porównianiu z poprzednikami było wyjątkowe trzymanie się buta, moim zdaniem zawdzięczały to 3 paskom, które idealnie przylegały do brzegów moich stóp. Moje pierwsze biegowe „mercedesy”. Przewinęły się w życiu biegowym różne modele, różne marki. Były NIKE Vomero, było dużo New Balance, ale pierwsze supernovy wciąż stały w szafie. Nie nadawały się już nawet na spacer, a jednak żal było się z nimi pożegnać.

Wróćmy jednak do tematu testu, czarnego konia wyścigów. Salvation to buty na wąską stopę.  Ściskają tam gdzie trzeba, trzymają tak jak trzeba. Na pierwszym wybieganiu, ściągnęłam je trochę za mocno, nauczona przykładem z sequence, które dla odmiany są butami dla stóp szerszych (jak wymienione już Vomero). Oczywiście zawsze można buty mocno zasznurować, ale lepiej wybrać odpowiedni dla nas kształt.

Tak się mi ten test ułożył, że opisuję Wam moje buty warstwami. Więc czas na wnętrze. ortopedyczne wnętrze, jak głosi metka obuwia. To drugi model z ulepszeniami ortopedycznymi. I znów porównanie z sequence, których wsparcie śródstopia było mocniej odczuwalne i musiałam mieć więcej na czasu na przywyknięcie. Salvation mają wsparcie bardziej delikatne (albo ja przywykłam do tych dogodności) i przesunięte bardziej w kierunku środka stopy, przez co dla mnie bardziej pożyteczne i komfortowe. Teraz będzie o jednym minusie, który zauważyłam od razu na pierwszym treningu. Podobnie jak w supernova glide 3D róż z wnętrza buta farbuje. I nie wiem, czy tylko moje skarpetki. Fakt, że farbowanie de facto się potem w pralce dopiera nie zmienia mojej opinii, że buty tej klasy nie powinny niczego farbować, zwłaszcza buty sportowe, w których noga się poci. A propos pocenia powiem o wentylacji. Buty testowałam jesienią, więc mogę napisać tylko o tym, że wiatrem nie są podszyte, co jest oczywiście korzystne na teraz, nie wiem natomiast jak oddychają latem. Pewnie to wkrótce sprawdzę, bo ferie spędzę w innym klimacie :-) Jeszcze jedna uwaga o wnętrzu tych butów. Jak wszystkie dotychczasowe modele adidasa w tym roku, ten również powala mnie poduszką okalającą achillesa. Nie wiem kto to wymyślił, ale daję mu sportowego oskara. Komfort i poczucie bezpieczeństwa okupione jest zwiększeniem waszych dotychczasowych rozmiarów o chociaż 1/3, ale warto!!! Biegam już w trzeciej parze z tym patentem i wiem na pewno, że podusia nie siada i świetnie pracuje.

Pora skupić się na sercu buta biegowego czyli podeszwie. Panowie, wybaczcie moją ignorancję. Wiem, że stado specjalistów wymyśla te zawiłe systemy, głowi się, żeby je po ludzku nazwać, by spece od marketingu umieli to sprzedać. Dla mnie but ma biegać…sorki, znów mała dygresja. Mój bardzo młodszy ode mnie brat, kiedy mama kupowała mu buty zawsze w sklepie biegał, rundę albo dwie, mówiąc niezmiennie: Sprawdzam, czy dobrze biegają. Otóż buty biegowe mają dobrze biegać. Dla mnie oznacza to:

- amortyzację

- płynne przetaczanie

- amortyzację

- płynne przetaczanie

Nie będę pisała dalej, ale trwa to przez cały trening. Salvation to mają. Choć amortyzacja po pierwszych treningach wydawała mi się mniejsza niż w sequenceach, to po głębszym zastanowieniu znalazłam sedno. Te „turkusowe” są bardziej sprężyste, mam wrażenie, że lepiej się w nich odbijam od podłoża po wylądowaniu. Te „czarne” są za to jak czołg: gniotsa nie łamiotsa. Zero wstrząsu przy lądowaniu, biegam bardzo z pięty, wiem, powinnam nad tym popracować. Piękne przetaczanie na palce, łagodne, elastyczne, harmonijne, miodzio…i…ruszamy do góry, trzeba się wybić. Im dłużej w nich biegałam tym bardziej doceniałam to, że nie działają jak sprężynki. One się ułożyły do mojego ruchu stopy, przemknęło mi przez mój zajęty słuchaniem muzyki mózg. Tak zapewne działa system Active formotion BuziakJak działa adipren widziałam na własne oczy.  Kulka z tego materiału spada na podłogę i mimo, że wygląda jak kauczukowa nie odbija się, po prostu leży na podłodze i czeka aż ją ktoś podniesie. Zrobiło to na mnie, blondynce w świecie nowinek technicznych, ogromne wrażenie.

Cóż jeszcze wyjątkowego mają salvation. Bieżnik Continental :-)

20111117022

Prawdę mówiąc muszę uwierzyć na słowo, że to coś szczególnego. Podobno mniej się ściera, nie wiem, za mało w nich kilometrów przebiegłam. Natomiast w rodzinie krążą plotki, że dostałam do testów buty z recyklingu opon Super

W sklepie adidasa, o którym wspomniałam na początku testu Pani zapytana o model butów na maraton bez wahania wskazała na salvation z podeszwą continental. Ja przebiegłam maraton w sequencach. Luz w środku buta okupiłam gigantycznym bąblem na paluchu, błąd był też w braku poprawienia skarpety przed startem. Gdybym jednak dziś miała podjąć decyzję o butach do startu w kolejnym maratonie wybrałabym czarne konie, czyli salvation 3, bez najmniejszego wahania. Te buty „rozumieją” o co mi w bieganiu chodzi.

Na koniec jeszcze dwa zdjęcia na modelce i zapowiedź kolejnych testów…jedzie do mnie bluza i getry. Kocham moje motywatory Zakłopotanie

20111117018

 

20111117020

O jesiennej wilgoci i rozmowach na korytarzu

  • Napisane 14 Listopad 2011 o 22:05

Tym razem postanowiałam do testu moich butów podejść profesjonalnie. Najpierw w nich solidnie pobiegać, a nie pisać na gorąco i we fragmentach. 

Więc biegam…i w tym bieganiu zrobiła się jesień. Gdybym zapytała siebie czy wolę chłód czy upał, to zdecydowanie mimo mojej ciepłolubności wolę biegać, kiedy jest zimno. Dziś lekko mżyło, było zero stopni i żadnego biegacza na chodniku. Wzięłam muzyczkę i nowe, a nwet już mniej nowe buty. Wsłuchałam się w swój rytm 177 bitów i wczułam w buty. Było mi naprawdę dobrze. Na czas treningu zapomniałam o tym, co mnie jeszcze dziś czekało. Byłam tylko ja, muzyka i buty. Tak lubię, zatopić się w tym co robię, bez pamięci. W zaplanowanych na dziś wydarzeniach była też wizyta w urzedzie. Dla tych mniej wiedzących jestem prezesem organizacji pozarządowej i musiałam dziś złożyć jakieś dotacyjne papiery. Obowiązku dokonałam i już szłam do wyjścia, kiedy spotkałam na korytarzu Pana A. Uwielbiam z Nim rozmawiać, zawsze ma dla mnie miły uśmiech, zawsze znajdujemy wspólny temat do rozmów…on dużo podróżuje, a ja biegam…Pan A. zagląda na tego bloga. I o tym rozmawialiśmy na urzędowych korytarzach. O moim bieganiu, o nowych butach do testów, o sprzęcie biegowym. Wróciłam do domu i zdałam sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach jesteśmy jedną wielką rodziną, jeśli tylko tego chcemy. Przy odrobinie uwagi i chęci zatrzymania się przy drugim człowieku, z łatwością możemy się ubogacać. Dziękuję, że się Pan przy mnie zatrzymuje, Panie A.