Zuzia urodziła się 3 dni przed terminem. Piotrek miał stłuczkę naszym samochodem i mieliśmy wgniecione drzwi od pasażera, do samochodu wsiadałam od strony kierowcy. Była mroźna sobota. Urodziłam 14.25. Położna robiła nam zdjęcie, a ja powiedziałam do męża: – Zdążyłam przed 15, tak jak prosiłeś. Następnego dnia pisał egzamin, chciał się jeszcze pouczyć. Egzamin zaliczył na 5, nasza córcia też. Opowiem wam coś o Niej więcej. Kobietka z niesamowitym charakterem. Ustawiła całą rodzinę zanim jeszcze zaczęła mówić. Jak już zaczęła mówić, było tylko gorzej. Uparta. Wiedziała, czego chce. Kiedy wyjechałam na tydzień, gdy miała 10 miesięcy – po powrocie Tatę poznała od razu, a w stosunku do mnie miała focha. Świetny kompan do zabaw z bratem. Bystra. Uzdolniona ruchowo. Nauczyła się jeździć bez dodatkowych kółek na trawniku przed domem. wiązała buty zanim poszła do przedszkola. Michał się uczył, a ona podchodziła ze swoim butem i mówiła: – Ja mam już przygotowany
Umiała czytać w wieku 5-ciu lat. Przez kolejne lata nauki po prostu się nudziła. Zapragnęła śpiewać. Tańczyła w balecie od 5-tego roku życia. Zapragnęła śpiewać. Talent objawił się późno. W przedszkolu miała problemy z rytmicznym klaskaniem. Ale bardzo chciała śpiewać w chórze, bo pokochała dziewczyny, z którymi spędziła 2 tygodnie wakacji. Dziś ma na koncie pierwszą profesjonalną płytę, śpiewa w sopranach. Po przygodzie z baletem szukała rozwoju ruchowego. Była przygoda z flamenco, ale nie do końca odpowiadało jej towarzystwo dużo starszych osób. Ciągle słyszałam, że jest uzdolniona ruchowo. Zadzwoniłam do Piotrka Banaszka – trenera sekcji lekkoatletycznej w gimnazjum. Zuzia była w 5 klasie podstawówki. Mówię Mu: – Mam zdolne dziecko, chcesz?, – Chcę
. I tym sposobem Zuzia zaczęła spędzać sobotnie przedpołudnia na bieżni. Któregoś dnia Piotrek Trener powiedział: – Możesz robić w życiu co zechcesz, ale twojego stylu biegania nikt nie może skrytykować.
Przy tym wszystkim, to cholernie ambitna osoba. Najlepsza uczennica nie tylko w podstawówce, także w Gimnazjum.
Dziś rano powiedziała do Brata: – Wiesz, ja po prostu wszystko lubię robić dobrze. bo to najprostsze. Łatwiejsze od unikania kary za zrobienie czegoś nie tak, jak trzeba.
To profil mojej Zuzi. Ambitnej perfekcjonistki.

Pomysł wspólnego przebiegnięcia półmaratonu był oczywiście mój. W końcu jestem dobra w inspirowaniu ludzi, nawet mi za to nieźle w Mary Kay płacą
Oczywiście metodą Galowaya, to wiecie, bo czytacie mojego bloga. Jednego nie sprawdziłam przez rozpoczęciem przygotowań…wieku uczestników. Kiedy doszło do rejestracji, okazało się, że Zuzia jest za młoda. Dlatego nie znajdziecie Jej wyników na liście startowej. Zuzia ostatecznie pobiegła bez numeru. Trochę jej było przykro przed startem, ale trasa i nasze wspólne bieganie wszystko wynagrodziło.



Tu powinien się znaleźć szczegółowy opis trasy i naszych zmagań, ale zmagań nie było. Biegłyśmy radośnie, równym tempem ciesząc się możliwością wspólnego biegu z 7 tys. osób. Zuzia, do tej pory zawsze wolontariuszka mogła poczuć magię startu i wspólnego biegu z tłumem. Chłonęła atmosferę. Dwa na jeden…równiutko. Na każdych 4 kilometrach zdejmowałyśmy po kilka minut. Było fantastycznie. My we dwie i tłum obok nas. Od 16-tego kilometra tylko wyprzedzałyśmy. Niektórzy się dziwili, niektórzy bardzo głośno się dziwili
A my robiłyśmy swoje. Na 18 -tym kilometrze Zuzia wyciągnęła Ipoda i zaczęła przyśpieszać. dla mnie była za szybko. Miałam kłopoty jelitowe, tak bywa. Wzięłam Ją za rękę i powiedziałam: – Zwolnij trochę. Potem przyznała, że dobrze zrobiłam.



Zbieg z mostu, zaraz meta. Nie wiedziałam, jak będzie daleko. Byłam pewna, że bliżej. Gnamy, a mi zaczyna brakować sił. Czuję, że nie mam paliwa na finisz. Wiem, że Zuzia może biec dalej. Mówię: – Finiszuj, spotkamy się na mecie. A ona…bierze mnie za rękę, zdejmuje czapkę z głowy, robię to samo…wbiegamy razem, moje dziecko ciągnie mnie za rękę. Mam dreszcze. Kończę prawie 2,5 godzinny bieg, młode pokolenie finiszuje za mnie. Jestem wzruszona. Obie dostajemy medale. Idziemy do szatni. Zjadamy najpyszniejszą pomidorową na świecie – opinia Zuzi. Dzieje się historia.

Gdy zapytasz mnie co ważnego wydarzyło się w niedzielę? Powiem Ci, że zawsze miałam więź z Zuzią, podobnie jak z Michałem i Tyśką. Ta niedziela była wyjątkowa nie tylko ze względu na więź Matki z Córką. Przygotowałam moje dziecko do czegoś naprawdę wielkiego. Ona wykonała swoją fantastyczną pracę, ja byłam obok Niej. Tak naprawdę to był Półmaraton mojej Zuzi. To był Jej wielki dzień.

Kontynuuj czytanie 21,99 km, czyli o pierwszym półmaratonie z córką









