Dotarły do mnie po maratonie, ale poznałam je przed startem, będąc w sklepie adidasa po koszulkę, różową oczywiście. Ja zajęłam się wyborem koszulki, a mój mąż wyborem butów biegowych. Wówczas ekspedientka z dumą zaprezentowała mu owe buty, podkreślając, że bieżnik gumowy jest na licencji światowego producenta opon Continental. Wydawało mi się wtedy trochę to śmieszne, że głównym atutem moich butów ma być „jakość gumy” na podeszwie. Mój drugi maraton przebiegłam w Sequenceach, a mąż dokupił sobie bliźniaczą parę.
Test moich nowych butów zacznę po kobiecemu, od walorów estetycznych.
Jestem fanką stylistyki butów adidasa głównie z powodu umiarkowanej dzikości zestawień kolorystycznych oraz z uwagi na zachowanie stałości i konsekwencji przy kolejnych modelach. To są takie buty, że jak już je zabiegasz na śmierć, to śmiało możesz je jeszcze założyć na spacer po parku i nic, zero wstydu, a nawet słyszysz słowa podziwu
Spójrzcie teraz na nie okiem estety, czyż nie są szalenie kobiece?

Czerń, która jest jeszcze bardziej czarna, bo w zestawieniu ze wściekłym różem, który użyty w umiarze, daje całości pikanterii i smaczku, tak jak odważny szal do nijakiej, szarej sukienki. Trzy paski nieodzowny element marki tym razem nie są połączone z dziurkami na sznurowadła, tak jak było w moich pierwszych ukochanych supernova, co wcale nie wpływa ujemnie na trzymanie nogi przez buta, ale o tym później. Elementy odblaskowe wyważone i skuteczne – dla mnie bardzo ważna sprawa bezpieczeństwa jest tu uwzględniona. Teraz estetyczny smaczek, tkane na różowo czarno sznurowadła zakończone są plastikową końcówką z napisem AdiSTAR. Majstersztyk, estetyczna wisienka na torcie. Aż sprawdziłam jak było na poprzednich modelach – nie było, nawet na sequenceach, które jako pierwszy model miały tkane sznurowadła w kolorach buta.
To teraz płynnie przejdę po sznurowadłach do funkcjonalności wiązania tych butów. Wiecie jak jest, sznurowadła się rozwiązują, poluzowują i różne takie. Dajemy im mocno w kość i może dlatego? Mam miłe doświadczenia z ostatnią edycją sznurowadeł adidasa, te kolorowo tkane, czyli w sequenceach i salvation bardziej stawiają opór materii. Trudniej się je przesuwa w dziurkach, ale trzymają mocniej i trwalej. To plus dla mnie, bo mam wąskie stopy i nie wszystkie modele mogę dopasować do swoich potrzeb. Ponieważ oba modele sequence i salvation trafiły do mnie w podobnym czasie, więc siłą rzeczy niektóre z moich obserwacji będą porównaniem tych dwóch modeli. Kto się uważnie wczyta będzie mógł wybrać ten odpowiedniejszy dla siebie. W tym wypadku, oba modele wiążą się skutecznie i trwale, duży plus.
Skoro już wiążę te moje cudne butki, to jeszcze mała dygresja na temat adidasowych 3 pasków. Mam ogromny sentyment do tej marki z jednego, jakże ważnego powodu…pierwszym luksusowym i niezwykle wygodnym butem biegowym w moim życiu były adidasy supernowa 3. Były super wygodne, wąskie i złamałam w nich pierwszy raz w życiu godzinę na dychę…i pobiegłam w nowiutkich, dzień po zakupie!!! Największym ich atutem w porównianiu z poprzednikami było wyjątkowe trzymanie się buta, moim zdaniem zawdzięczały to 3 paskom, które idealnie przylegały do brzegów moich stóp. Moje pierwsze biegowe „mercedesy”. Przewinęły się w życiu biegowym różne modele, różne marki. Były NIKE Vomero, było dużo New Balance, ale pierwsze supernovy wciąż stały w szafie. Nie nadawały się już nawet na spacer, a jednak żal było się z nimi pożegnać.
Wróćmy jednak do tematu testu, czarnego konia wyścigów. Salvation to buty na wąską stopę. Ściskają tam gdzie trzeba, trzymają tak jak trzeba. Na pierwszym wybieganiu, ściągnęłam je trochę za mocno, nauczona przykładem z sequence, które dla odmiany są butami dla stóp szerszych (jak wymienione już Vomero). Oczywiście zawsze można buty mocno zasznurować, ale lepiej wybrać odpowiedni dla nas kształt.
Tak się mi ten test ułożył, że opisuję Wam moje buty warstwami. Więc czas na wnętrze. ortopedyczne wnętrze, jak głosi metka obuwia. To drugi model z ulepszeniami ortopedycznymi. I znów porównanie z sequence, których wsparcie śródstopia było mocniej odczuwalne i musiałam mieć więcej na czasu na przywyknięcie. Salvation mają wsparcie bardziej delikatne (albo ja przywykłam do tych dogodności) i przesunięte bardziej w kierunku środka stopy, przez co dla mnie bardziej pożyteczne i komfortowe. Teraz będzie o jednym minusie, który zauważyłam od razu na pierwszym treningu. Podobnie jak w supernova glide 3D róż z wnętrza buta farbuje. I nie wiem, czy tylko moje skarpetki. Fakt, że farbowanie de facto się potem w pralce dopiera nie zmienia mojej opinii, że buty tej klasy nie powinny niczego farbować, zwłaszcza buty sportowe, w których noga się poci. A propos pocenia powiem o wentylacji. Buty testowałam jesienią, więc mogę napisać tylko o tym, że wiatrem nie są podszyte, co jest oczywiście korzystne na teraz, nie wiem natomiast jak oddychają latem. Pewnie to wkrótce sprawdzę, bo ferie spędzę w innym klimacie
Jeszcze jedna uwaga o wnętrzu tych butów. Jak wszystkie dotychczasowe modele adidasa w tym roku, ten również powala mnie poduszką okalającą achillesa. Nie wiem kto to wymyślił, ale daję mu sportowego oskara. Komfort i poczucie bezpieczeństwa okupione jest zwiększeniem waszych dotychczasowych rozmiarów o chociaż 1/3, ale warto!!! Biegam już w trzeciej parze z tym patentem i wiem na pewno, że podusia nie siada i świetnie pracuje.
Pora skupić się na sercu buta biegowego czyli podeszwie. Panowie, wybaczcie moją ignorancję. Wiem, że stado specjalistów wymyśla te zawiłe systemy, głowi się, żeby je po ludzku nazwać, by spece od marketingu umieli to sprzedać. Dla mnie but ma biegać…sorki, znów mała dygresja. Mój bardzo młodszy ode mnie brat, kiedy mama kupowała mu buty zawsze w sklepie biegał, rundę albo dwie, mówiąc niezmiennie: Sprawdzam, czy dobrze biegają. Otóż buty biegowe mają dobrze biegać. Dla mnie oznacza to:
- amortyzację
- płynne przetaczanie
- amortyzację
- płynne przetaczanie
Nie będę pisała dalej, ale trwa to przez cały trening. Salvation to mają. Choć amortyzacja po pierwszych treningach wydawała mi się mniejsza niż w sequenceach, to po głębszym zastanowieniu znalazłam sedno. Te „turkusowe” są bardziej sprężyste, mam wrażenie, że lepiej się w nich odbijam od podłoża po wylądowaniu. Te „czarne” są za to jak czołg: gniotsa nie łamiotsa. Zero wstrząsu przy lądowaniu, biegam bardzo z pięty, wiem, powinnam nad tym popracować. Piękne przetaczanie na palce, łagodne, elastyczne, harmonijne, miodzio…i…ruszamy do góry, trzeba się wybić. Im dłużej w nich biegałam tym bardziej doceniałam to, że nie działają jak sprężynki. One się ułożyły do mojego ruchu stopy, przemknęło mi przez mój zajęty słuchaniem muzyki mózg. Tak zapewne działa system Active formotion
Jak działa adipren widziałam na własne oczy. Kulka z tego materiału spada na podłogę i mimo, że wygląda jak kauczukowa nie odbija się, po prostu leży na podłodze i czeka aż ją ktoś podniesie. Zrobiło to na mnie, blondynce w świecie nowinek technicznych, ogromne wrażenie.
Cóż jeszcze wyjątkowego mają salvation. Bieżnik Continental

Prawdę mówiąc muszę uwierzyć na słowo, że to coś szczególnego. Podobno mniej się ściera, nie wiem, za mało w nich kilometrów przebiegłam. Natomiast w rodzinie krążą plotki, że dostałam do testów buty z recyklingu opon 
W sklepie adidasa, o którym wspomniałam na początku testu Pani zapytana o model butów na maraton bez wahania wskazała na salvation z podeszwą continental. Ja przebiegłam maraton w sequencach. Luz w środku buta okupiłam gigantycznym bąblem na paluchu, błąd był też w braku poprawienia skarpety przed startem. Gdybym jednak dziś miała podjąć decyzję o butach do startu w kolejnym maratonie wybrałabym czarne konie, czyli salvation 3, bez najmniejszego wahania. Te buty „rozumieją” o co mi w bieganiu chodzi.
Na koniec jeszcze dwa zdjęcia na modelce i zapowiedź kolejnych testów…jedzie do mnie bluza i getry. Kocham moje motywatory 

