Polacy nie gęsi…czyli Amerykanka w Polsce

Serra przyleciała w połowie sierpnia. Mieliśmy z nią kontakt wcześniej przez fb. Pracowała przez całe wakacje, żeby mieć tu pieniądze na swoje wydatki. W wolnych chwilach pisała do mnie: Can’t wait i I am so excited :-) Młodzież podróżuje samodzielnie. Wyobraź więc sobie, że lecisz kilkanaście godzin, tysiące kilometrów i nawet nie wiesz, czy poznasz na lotnisku rodzinę, która na Ciebie czeka.  Podróżują w specjalnych marynarkach ze znaczkami z różnych zakątków świata i emblematami organizacji, więc nam jest prościej niż im. Justynka przygotowała specjalną kartkę: Serra Lutzen we are so excited!!! Czekaliśmy długo, aż wynurzyła się zza lustrzanych drzwi bez śladów zmęczenia na twarzy, za to z prześlicznym uśmiechem. Kiedy przyciągnęła swoje walizki, po prostu się do nas przytuliła. Już nie było my i ona…byliśmy tylko my.

lotnisko

Mieszka w Stanach w miejscowości Saint Joseph, Michigan. Mała letniskowa miejscowość nad wielkim jeziorem. Wokół lasy i dzika przyroda. Do szkoły szła 10 minut. Do Chicago miała 140 km, ale nie bywała tam zbyt często. Razem z mamą przygotowała dla nas słodki sos jagodowy. Z etykietą po polsku!!! Mimo, że ma 18 lat, nie jeździła komunikacją miejską. Nie potrzebowała. Najbardziej bała się, że nie zna polskiego. Pojechałyśmy do jej nowej szkoły 1 września autobusem, pociągiem i dwoma tramwajami. Miała w telefonie aplikację „Jak dojadę?” i miała mnie poprowadzić do swojej nowej szkoły. Wszystko poszło świetnie…był środek dnia…a komunikacja zwyczajnie pusta. Następnego dnia rano okazało się, że pociągi są strasznie zatłoczone, język kompletnie niezrozumiały, a stacje – takie same. Wysiadła z pociągu za wcześnie. Pocieszałam ją, że nie musi znać polskiego, że ludzie w jej wieku mówią po angielsku, żeby nie krępowała się pytać. Wróciła do domu wykończona. Zgubiła się trzy razy. Pytała o drogę. Młodzież nie umiała jej pomóc, a starsi nie mówili po angielsku. Zdecydowanie to był najgorszy dzień w  jej dotychczasowym życiu, jak powiedziała wieczorem.

Bezcenna korzyść z wymiany to przymusowe mówienie po angielsku…non stop, Serra nie mówi na razie po polsku. I taka na przykład mama, która zdaniem dzieci ma  English from Turkish bazaar jakoś musi się skomunikować. Trzeba ustalić plan dnia i jadłospis. Dogadać się w  sprawach szkolnych i wycieczkowych. Trzeba rozmawiać. Co z tego, że kulawo…ważne, że się dogadujemy  8-)

Pokazujemy jej to, co sami kochamy. Zasadą wymiany jest, żeby traktować przyjezdne dziecko, jak swoje, a nie jak gościa. Kiedy traktujemy je w jakiś szczególny sposób, po pewnym czasie staje się to po prostu męczące. Okazało się, że Serra lubi muzea i zwiedzanie. Na razie były: Kozłówka, Jasna Góra i Lazienki na specjalne zaproszenie dyrekcji Parku :-) A w najbliższą niedzielę – wolontariat na Stadionie Narodowym…obrotna host mama załatwiła wieszanie medali na szyjach biegaczy  :-P

IMG_2546 IMG_2560

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>