Bo trzeba mieć w życiu farta

Serra, nasza córka z wymiany, dla której jesteśmy host rodzicami, to urocza 18-stolatka z miasteczka St. Joseph w stanie Michigan. Jak sama mówi, ma dwa domy. Rodzice rozwiedli się, kiedy miała 5 lat. Jest ich trojka rodzeństwa. Starsza siostra wyprowadziła się do dziadków, a ona z bratem mieszka tydzień u taty, tydzień u mamy. Oboje rodzice mają nowych partnerów życiowych. Nowa żona taty ma dwie córki z poprzedniego małżeństwa. Taka sytuacja. Serra ląduje w kraju, w którym nie wszyscy na ulicy mówią po angielsku, w domu, w którym co najmniej raz dziennie wszyscy siadają do stołu.  W którym gotuje się normalne jedzenie…słowo „pyszne” to pierwszy polski wyraz, który Serra zapamiętała :-) i bierze kanapki do szkoły, a nie narzeka, że w sklepiku szkolnym nic nie można kupić.

Któregoś dnia powiedziała mi, że kiedy założy rodzinę, chciałaby, żeby była taka jak nasza… Nie sposób nie dzielić się z Nią naszym krajem, naszymi znajomymi, naszym życiem, kiedy na każdym kroku słyszysz słowa wdzięczności. Każdą sobotę nasza najmłodsza, Justynka, spędza w całości w szkole muzycznej, ale niedziele są dla nas. Podróżujemy więc podczas jednodniowych wypadów w różne miejsca. Odkrywanie naszego kraju z obcokrajowcem jest możliwością spojrzenia na otoczenie z innej optyki. Na przykład Częstochowa…To ciekawe, jak niesamowite wrażenie zrobiła zarówno na Izajaszu, jak i na Serrze. Izajasz przyznał, że jadąc z nami spodziewał się po prostu kolejnego większego kościoła … a zobaczył miejsce niezwykłe. Serra była tam ze mną i moimi rodzicami. Była poszuszona widząc tłumy i kaplicę. Na wieży robiliśmy sobie zdjęcia.

IMG_2560

Poszliśmy do sklepu z pamiątkami. Mój tata kupił jej pamiątkę od Niego i od Mojej Mamy – Serra się rozpłakała mówiąc, że naprawdę poczuła się częścią rodziny.

Nasze wędrówki sięgnęły do Lodzi. A tam – niespodzianka. Oprócz muzeum włókiennictwa, żydowskiej restauracji Anatewka i Manufaktury – obowiązkowo musiała być Piotrkowska.

IMG_2638 IMG_2642

Idziemy więc Piotrkowską, jemy pączki, fotografujemy się na ławeczkach i w innych fajnych turystycznie miejscach i nagle Serra się zatrzymuje i nie mogąc powtrzymać szerokiego uśmiechu pyta: – Dlaczego ten sklep nazywa się „Fart” ? Patrzymy po sobie z Piotrkiem i zaczynamy tłumaczyć co znaczy to słowo po polsku…a Serra umiera ze śmiechu…bo wiecie, u nas to znaczy – pierd…

I tym sposobem w rodzinie Antosiewiczów, dzięki wymianie polsko – amerykańskiej, powiedzenie, że trzeba mieć w życiu farta – nabrało całkiem nowgo znaczenia…

Czy ja już pisałam, że wymiana dostarcza ciągłych atrakcji i nie można jej porównać z niczym innym?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>