Refleksyjnie o zmianie

IMG_2830

„Dziwne, że za tydzień święta, nie ma śniegu, jest po prostu jesień” – powiedziała przed chwilą Serra. Stanęła w progu i zaczęłyśmy rozmawiać. Podobnie było wczoraj i przedwczoraj. Od kilku dni znamy datę naszego rozstania i drugą rodzinę, do której trafi Serra. I chyba jakoś obie chcemy nadrobić te wszystkie dni, kiedy po prostu się mijałyśmy. Z jednej strony jesteśmy zmęczeni wymianą, ciągłym dbaniem o kogoś jeszcze, obowiązkami, których by nie było, gdyby nie „obce dziecko” na pokładzie. Z drugiej strony – to już niedługo się skończy i zostanie pusty pokój czekający pół roku na naszą Zuzię. Nie będzie gadania po angielsku i w łamanej polszczyźnie. Będziemy wspominać: „Woda pada do szklanka :-)” i inne cudowne śmieszności w jej wykonaniu. Kiedy jesteś tak długo z kimś na początku kompletnie obcym, chcąc nie chcąc ta osoba staje się częścią twojej rzeczywistości. Wnosi do twojego otoczenia początkowo niezauważalne zmiany. To są drobiazgi, które potem jakoś szczególnie się pamięta. Serra mówi, że jej rodzina nie jest tak otwarta i szczera jak nasza. Dzieje się dużo niespodziewanych rzeczy, a u nas czuje taką stabilizację, o ile można czuć stabilizację w nieswoim kraju, nieswojej kulturze, daleko od wszystkiego, co znasz przez pierwsze 18 lat swojego życia. Wczoraj rozmawiałyśmy o relacjach w rodzinie. Mówi, że w Stanach rodziny nie są tak ze sobą związane, przynajmniej u niej jest całkiem inaczej niż u nas. Taka wymiana jest przeniesieniem w całkiem nowe środowisko. Serra mówi, że tu wszystko jest inne. Twarze, język, przyzwyczajenia, rozrywki, jedzenie, nawet smak wody. Kilka dni temu miała sen, w którym mówiła po polsku. To znak, że już jest trochę „nasza”. Takie wsadzenie do innego kraju na cały rok powoduje, że zrodziły się w niej pytania: Kim jestem? Co mam dalej w życiu robić? Czy powinnam się zmienić? W którym kierunku te zmiany mają pójść?

Rozmawiając z nią rozumiem nastroje Zuzi. Tak, tęskni, bardziej niż wszyscy mogliśmy sobie wyobrazić. Musi radzić sobie z przeciwnościami, których nie przewidywaliśmy. Jest sama i samodzielna w sytuacjach życiowych, których nikt jej nie zazdrości. Nasz rodzicielska ingerencja jest żle odbierana, więc zaciskając szczęki siedzimy cicho. I za każdym razem, kiedy po burzy wychodzi słońce i znów rozmawiam z moją córką jakie buty założyć do tej nowiutkiej, ślicznej, czerwonej sukienki do teatru, plotkujemy o jej zajęciach z w-fu z kajaków na basenie i mówimy sobie tak po prostu cześć, kiedy wstajemy – to wiem, że moja córka choć dopiero za miesiąc ma 18-ste urodziny – już jest dorosła. Każde takie trudne doświadczenie sprawia, że wychodzi dojrzalsza i silniejsza. Każda niespodziewana sytuacja pomaga jej odnaleźć kolejne źródła siły, które są w Niej, a nie w świecie zewnętrznym. Był płacz i szloch. Serce matki pokrojone na kawałki żyletką. Zapytałam, czy chce wracać, bo przełożenie lotu to jedna krótka procedura. – Nie Mamo, Antosiewicze się nie poddają. Jeszcze nie teraz, jeszcze znajdę siły na przeżycie kolejnego dnia.

Gdzie moja mała córeczka? Nie ma. Wyjechała dojrzała panna, wróci mądra kobieta. Jak widzę zmiany u Serry, to jestem pewna, że tak samo zaskoczy swoją rodzinę. Nikt nie wraca z takich podróży bez zmian, to po prostu niemożliwe.

IMG_2824 IMG_2830

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>