Źródła energii – czyżby powrót do biegania?

12805924_10205850856698959_5383119787180273757_n

To, że będę dziś biegać zaplanowałam wczoraj wieczorem, wpisując tę czynność na listę moich zadań. Pogoda nie miała znaczenia. Od dawna nie sprawdzam prognozy pogody, życie radością z tego, co zobaczysz za oknem i cieszenie się z niespodzianek weszło mi w krew dość dawno. Podobno nie ma złej pogody, tylko złe ubrania. Jednak przez ostatnie trzy lata nie biegałam, więc podświadomie coś, i mogła być to także pogoda, blokowało moje treningi. Serce rwało się, a ciało pozostawało w bezruchu. Na pytania dlaczego nie biegam, nieustannie odpowiadałam, że to była moja terapia, a teraz jej nie potrzebuję. Lubiłam mówić, że jestem maratonką. Chwaliłam się, że zrobiłam to cztery razy, w tym dwa samodzielnie, bez wsparcia najbliższego mi człowieka. Przez prawie trzy lata wystarczała mi myśl, że to się dokonało i nie muszę robić nic więcej, a na kolejne sportowe emocje przyjdzie czas, kiedy będą potrzebne.

Na wieczór autorski Ani Pawłowskiej – Pojawy poszłam z ciekawości. Sama piszę, więc badałam teren. Chciałam towarzyszyć Ani w tym dniu, bo bardzo kibicuję wszystkim autorom książek wszelakich wiedząc, że nawet, gdy masz lekkie pióro, to do napisania książki potrzebna ci jeszcze samodyscyplina, którą ogromnie podziwiam i szanuję. Kupiłam książkę o bieganiu, choć nie zamierzałam i podeszłam po dedykację, choć wcale tego nie planowałam. – Napisz mi coś takiego, żebym znów zaczęła biegać. Wracając na moje plastikowe krzesełko przeczytałam: „Dla Izy, żeby znowu chciała poczuć wiatr we włosach i motyle w brzuchu. Wracaj na biegowe ścieżki i z nich czerp siłę. Ania” Kolejną motywacją była para pięknych butów z okazji Dnia Kobiet zamiast wypasionego kwiatka, mała tradycja…tylko jedną parę kupiłam sama, resztę dostałam. W tych nowych pobiegłam dwa, może trzy razy. Z dużymi przerwami. Nie było wiatru we włosach i motyli w brzuchu. Nic nie było. Żal tylko tych butów, bo za duże, żeby w nich po prostu chodzić. Po infekcji z duszącym kaszlem już dawno nie było śladu. Codzienne wyjmując pantofle z  szafy patrzyłam na wyrzuty sumienia. Stały i wdzięczyły się tymi swoimi różowymi noskami. Zdawały się mówić: – Załóż nas jeszcze raz, naprawdę warto. Zamykałam oczy, potem szafę i zanurzałam się w codzienność.

Dziś obudziłam się z przekonaniem, że to będzie wyjątkowy dzień. Tak, wiem, codziennie budzę się z takim przekonaniem, taka mała, świecka tradycja. Wypiłam poranną kawę i ubrałam moje sportowe ciuchy. Wyciągnęłam z szafy białą koszulkę z turkusowym napisem na plecach „Iza Kobieta roku 2010”, akcja kiedyś była i stanowiłam jej część. Przykryłam napis wiatrówką, wsadziłam słuchawki w uszy, a telefon do kieszeni. Na schodach przed domem wciągnęłam głęboko powietrze. Miło, że taka śliczna pogoda, pomyślałam. Uruchomiłam moją play listę. Miałam słuchać książki, ale cichutki głos w sercu zasugerował mi, że dziś powinnam wybrać moje piosenki mocy, te, które włożyłam do specjalnego katalogu Power Songs. Lubię ten cichutki głos. Trzeba się w niego uważnie wsłuchiwać, wczuć w wibracje i bardzo dbać, żeby go nie zagłuszył megafon naszego rozumu. To był rzeczywiście wyjątkowy poranek, bo ten głos rządził od pierwszego kroku na treningu. Play listy można słuchać po kolei, albo włączyć funkcję losowego mieszania. Kolejny wybór tego ranka – mieszanie. Niech mnie dziś wszystko zaskakuje, pomyślałam. Popłynęła Now we are free z filmu Gladiator.  - Zaczyna się nieźle, przemknęło przez megafon umysłu. Cichutki głosik przypomniał słowa dr Wayne’a Dyera z książki „Pokochaj siebie” – jeśli zawsze biegasz tą samą trasą, wybierz inny kierunek.  - Zapowiada się spontaniczny wtorek, z przekąsem walnął megafon. Skręciłam w prawo, w inną uliczkę niż zwykle. Dobiegłam do kościoła. Biegam tą ulicą od 2007 roku, ale prawie nigdy po stronie budynku kościoła. Zawsze wybierałam tę drugą stronę. Cichutki głosik zaprosił mnie do środka. Klęcznik, zamknięte drzwi, rozmowa przez szybę. Wdzięczność za diagnozę Justynki, za jej wyjście ze szpitala, za słońce, za chodnik po drugiej stronie ulicy, za wiele, wiele rzeczy. Skrzyp drzwi. Ktoś wszedł, ja w biegowych getrach i właściwie skończyłam naszą rozmowę. Wychodząc odwracam głowę. Biegaczka. Po czerwonych policzkach wnioskuję, że zajrzała tu ona pod koniec treningu. Porozumiewawczy uśmiech. Wracam na starą trasę, choć nadal biegnę „pod prąd” przyzwyczajenia. W uszach My way Franka Sinatry. Nic tego ranka nie jest przypadkiem, nawet kolejność piosenek. Christina Perri przypomniała mi wspólne oglądanie „Zmierzchu” z Zuzią. Wzruszenie i prawdziwa tęsknota. Serce bije szybciej i już nie wiem, czy z powodu braku kondycji czy nadmiaru emocji. Przy drugim kościele wybrzmiał Ennio Morricone z filmu Misja. Tego było za wiele. Cichy głosik podpowiadał, że żyję po to, żeby nieść światu moją życiową misję i mam wymyślić nowe sposoby na dotarcie do jeszcze większej liczby ludzi. Megafon milczał oniemiały. Fala emocji była tak duża, że po policzkach popłynęły dwie duże łzy. Podobno bywa, że łzy mają bardzo toksyczny skład, zwłaszcza, gdy oczyszczają naszą duszę. Zeszło ze mnie całe to szpitalne napięcie, konieczność zwolnienia tempa, dopasowania się do innego rytmu życia. Te dwie łzy były bardzo trujące, jestem pewna. Lekkość jaka nastąpiła, gdy w uszach zabrzmiało Hurts ze swoim never give up, it’s a wonderful life, była porównywalna do frunięcia. Jakbym dostała skrzydeł. Przypomniała mi się audycja z początku mojej pracy trenera Mocnych Stron, kiedy w łódzkim radiu Żak opowiadałam o tym, że każdy ma talent. Ta piosenka była ilustracją do wywiadu. Do oczyszczonego umysłu przychodziły kolejne strategie i odpowiedzi na dawno zadane pytania. Nawet nie wiem, kiedy minęły 4 kilometry. Zdejmując różowe buty dziękowałam Ani za jej dedykację. Właśnie zaczerpnęłam ogromną siłę z biegowej ścieżki.

12805924_10205850856698959_5383119787180273757_n

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>